Czy kodeks karny powinien przewidywać karę śmierci dla zamachowców samobójców?
Tak, ale tylko wobec autorów skutecznie zakończonych zamachów samobójczych
Tak, kara śmierci odstraszy zamachowców samobójców
Nie, zamachowcy samobójcy powinni mieć możliwość zwolnienia za kaucją

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czy obracając wszystko w absurd uciekam od powagi życia, czy też branie życia na poważnie jest ucieczką przed absurdem egzystencji...
Blog > Komentarze do wpisu
Mknij Robert, mknij!

Myślałem, że wraz z nadejściem wiosny skończy się ten koszmar... Niestety w tym roku nie tylko aura spłatała psikusa. W marcu śnieg zamiast topnieć zaczął padać, a ogólnopolska psychoza przybrała na sile.  Telewizja, radio, prasa, internet, pub - od kilku lat Adam Małysz zdominował wszystkie formy i miejsca obiegu informacji. Od jesieni do wiosny był wszędzie, bałem się w tym okresie zmieniać bieliznę żeby nie zobaczyć w majtkach filigranowego skoczka. Czekałem z utęsknieniem na zakończenie sezonu narciarskiego w Planicy, aby odetchnąc z ulgą, odpocząć od prześladujących mnie omamów, które mieszały się z rzeczywistością. Nabrać pewności, że w godle tego kraju jest wciąż orzeł biały, a nie "orzeł z Wisły", że pierwsza dama nazywa się jednak Maria Kaczyńska, a nie Iza Małysz...

Niestety, kiedy wydawało mi się, że znów na niebie zaświeci słońce przysłonięte na kilka miesięcy przez polskiego skoczka, a ożywczy wiatr przegna jego wszechobecny zapach w powietrzu, otrzymałem potężny cios. Z nieba, w które wpatrywałem się z nadzieją na normalność uderzyła kolejna polska błyskawica - Robert Kubica... Teraz już wiem, że przez najbliższe lata nie będzie mi dane oddychać czystym powietrzem.  Zapach po Małyszu jeszcze nie zdążył zniknąć, a już muszę dusić się dymem samochodowych spalin po Kubicy. Naprawdę, podziwu godnym jest fakt, z jaką dokładnością ludzie mediów i kibice, a przede wszystkim frustraci z całego kraju szukający panaceum na własne kompleksy, zdołali umieścić rajdowca na piedestale, który do tej pory jedynie odkurzano wiosną i latem. Nowego znaczenia nabiera w Polsce termin "wiosenne przesilenie" - teraz każde dziecko będzie wiedziało, że to moment, w którym Adama Małysza zmienia Robert Kubica. 

Czytając relacje z zawodów oraz - co najpiękniejsze - komentarze kibiców łatwo odnaleźć szereg analogii pomiędzy poziomem emocji i rodzajem reakcji, jakie wywołują w dziennikarzach i fanach obaj nasi sportowcy. Hasło "Leć Adam, leć!" zostało błyskawicznie zmodyfikowane podczas Grand Prix F1 w Malezji, gdzie poczas transmisji było nam dane usłyszeć z ust komentatora: "Mknij Robert, mknij!". Kiedy Małysz wygrywa nigdy nie słyszymy o sprzyjających wiatrach czy słabości konkurentów. Podkreśla się jedynie, że udowadnia swoją klasę mimo trudnych warunków. Podobnie jest z Kubicą, który dojeżdża drugi na metę, mimo że w jego bolidzie było na pewno najgoręcej. Dla obserwatorów Małysza i Kubicy w Polsce nie ma szczęśliwych zwycięstw, są tylko nieszczęśliwe porażki. To właśnie one najlepiej wpisują się w etos polskiej martyrologii narodowej, a szukanie ich przyczyn i winnych rozpala serca i umysły rodaków niezależnie od wieku, wykształcenia i płci. Najgorsze w przypadku Małysza są słynne złowrogie powiewy wiatru, na które zawsze zwraca uwagę Apoloniusz Tajner. Z reguły zawodnicy skaczący tuż przed i po Małyszu mają dobre warunki. Ciężko stwierdzić czy wiatr w plecy, który zrywa się wraz z pojawieniem Małysza na belce startowej to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, niekompetencja zagranicznych trenerów czy może spisek włodarzy światowych skoków, którymi jak wiadomo są Niemcy... Własnie. Ci sami Niemcy, którzy ponoszą odpowiedzialność na śmierć Wandy, kalectwo Juranda i wszystkie okropności wojny. Tutaj narodziła się nowa, polska, sportowa teoria spiskowa. Każdy "prawdziwy fan" czuje, że Robert Kubica musi zmagać się nie tylko z konkurentami na torze, ale ze wszystkimi przeciwnościami losu, jakie wiążą się z przynależnością do niemieckiego zespołu. Wiadomo, że wszystkie dotychczasowe niepowodzenia Roberta na torach F1 wynikały z faworyzowania Nicka Heidfielda, a szefowie BMW Sauber wolą sobie sami strzelać w kolano, niż usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego przed hymnem niemieckim... Tym samym na barkach Kubicy spoczywa już nie tylko głód sukcesu całego narodu, ale także cała polska frustracja. Są tylko dwa sposoby, aby ów głód zaspokoić, a frustrację rozładowac. Pierwszy to triumf Kubicy na torze, ale co jeżeli do takowego nigdy nie dojdzie? Wtedy naród będzie musiał złożyć się na wykupienie miejsca w stawce i stworzenie własnego teamu F1 - "Teraz Polska". Zatrudni kierowców z Niemiec i Rosji, polski zespół mechaników, który w "pit stopach" będzie kradł opony i utrudniał życie własnym zawodnikom, a fani w Polsce będą mogli pełni entuzjazmu (tego samego, który odczuwali waląc śnieżkami w Hannawalda w Zakopanem) emocjonować się kto był gorszy: "Rusek czy Niemiec"? To byłby prawdziwy miód na polską duszę...

Na zakończenie podkreślam, że skupiam się tutaj na "szumie medialnym" i "oddźwięku społecznym", który jest powodem mojej własnej permanentnej frustracji, a nie klasie sportowej Małysza i Kubicy, których ciężką pracę, talent i sukcesy darzę wielkim szacunkiem. Każdy naród ma takich bohaterów i wydarzenia sportowe, na jakie go stać. Dlatego Anglicy wspominają z dumą mistrzostwo świata w 1966 roku, Polacy remis z Anglikami w 1973 , a Albańczycy remis z Polską w 1985 (w dodatku w Mielcu)...  

 

wtorek, 25 marca 2008, raul_duke